Plac Zbawiciela, czule zwany przez stałych bywalców Zbawixem, a przez innych sarkastycznie Placem Hipstera to bezsprzecznie centrum na kulinarnej mapie stolicy. Położony blisko metra, na ruchliwym rondzie codziennie przyciąga do siebie magnetycznie tysiące gości. Śniadanie? Na Zbawixie. Kawa w środku zabieganego dnia? Z widokiem na Plac Zbawiciela, oczywiście. Od niedawna możemy doda także: na lunch, elegancką kolację, albo interesujące wino? Też na Plac Zbawiciela, a konkretnie do Savor by Junk & Lecker.

Wita nas duże biało-czarne logo z czerwonym napisem i przypominające trochę wejście do Narnii schody, które prowadzą dwójkę niestrudzonych recenzentów do przestronnego lokalu na piętrze. To nowe miejsce restauracji Jung & Lecker, która działała przez kilka lat przy Emilii Plater, a potem przy Krakowskim Przedmieściu. Szefową kuchni jest tutaj Joanna Krzewińska, autorka bloga Królestwo Garów. Taki wstęp zapowiada prawdziwą ucztę!

Kiedy wchodziliśmy do lokalu, przy wejściu stała duża tablica z menu sezonowym, które w Savor stało właśnie pod znakiem…fig. Tak, dobrze czytacie. To, co czyni tą restaurację cudownie unikalną jest stawianie na sezonowe produkty i układanie pod nie karty? Zamiast tych samych dań mamy do wyboru unikalne i ciekawe kompozycje i świeżo drukowaną, krótką kartę.

W rustykalnym, loftowym wnętrzu, lewie sącząc doradzone nam przez obsługę wino – wytrawne białe nazwie o lekko cytrusowej nucie i wdzięcznej nazwie Falanghina – zamawiamy przystawkę i oglądamy jak popołudnie na ruchliwym i hałaśliwym Placu Zbawiciela zamienia się za oknem w wieczór.

Na pierwszy ogień idzie deska wędlin z dojrzewającym baleronem, słoniną i boczkiem, grzankami z żytnim pieczywem. Bardzo ciekawa i elegancko podana kompozycja, udekorowana oliwkami i dużymi kaparami. Duży plus za nietypowe, a świetnie komponujące się w tym zestawieniu żytnie grzanki z lekko czosnkową nutą.

Wspomniałam już o figowym menu, prawda? Wasi recenzenci mają do tych małych, słodkich owoców straszną słabość. Zaczęło się to kilka lat temu od urlopu w Grecji, świeżych owoców zrywanych prosto z drzewa i trwa do dziś. Dlatego byliśmy zachwyceni, móc spróbowafig w takiej ilości dań głównych.

Ja zdecydowałam się na chorizo zapiekane z figami, a pan fotograf spróbował szarpanej kaczki z buraczanymi gnocchi i… tak, zgadliście. Figami! Nie była to w żadnym wypadku figa z makiem ani nic z tych rzeczy. Oba dania były rewelacyjne. Połączenie słodkich owoców i pikantnej hiszpańskiej kiełbasy usatysfakcjonowało mnie kulinarnie. Kaczka zgodnie z opisem rozpływała się w ustach (a przygotowanie dobrej kaczki to nie lada sztuka, której mało która restauracja jest w stanie sprosta), włoskie kluseczki smakowały doskonale.

Z zadowoleniem głaskaliśmy się po brzuszkach, ale nie można było zakończy tego udanego wieczoru bez deseru. Tym razem na przekór pogodzie spróbowaliśmy deseru lodowego z bezami i owocami. Całkiem udana kompozycja. Porozmawialiśmy z managerem lokalu o tym, jak ważna jest sezonowość i przygotowywanie wszystkiego na miejscu. Wiecie, że zamiast sprowadza, w kuchni wypieka się codziennie świeże bułki pizzowe do burgerów-przystawek? Niesamowite. To właśnie kulinarne eksperymenty, bezpretensjonalna atmosfera i oczywiście przepyszne jedzenie bez chodzenia na kompromisy i wino zachwyciły nas w Savor by Junk & Lecker. W planach mamy też spróbowania kwiatów cukinii w tempurze. Polecamy!

Share on Facebook22Tweet about this on Twitter

1 KOMENTARZ

Comments are closed.