Sushi od wielu lat jest obecne na polskiej scenie kulinarnej. Pamiętacie ten moment, kiedy pojawiło się w naszym kraju? Ja pamiętam (bo jestem stara!) i chociaż nie przypomnę się, jak nazywała się pierwsza restauracja, gdzie spróbowałam tego japońskiego dania, to do dziś popularne suszarnie to jedne z moich ulubionych miejsc do wybrania się na kolację. Może to walor zdrowotny, a może unikalna kompozycja smaków, albo… obie rzeczy? Zobaczcie, jak przywitał na jeden z najbardziej znanych lokali serwujących rolki w stolicy, Sushi Bar Plac Unii.

Warto zacząć od odrobiny historii. Wiedzieliście, że ta restauracja mieści się w historycznym budynku Rogatek Mokotowskich? Czuć tę atmosferę, kiedy siedzi się w lokalu, nietypowym i niezbyt wysokim, ale bardzo przytulnym. Po krótkiej rozmowie z Karolem, szefem kuchni, siadamy przy przytulnym stole na piętrze i czekamy na coś, co okazuje się jednym z najlepszych sushi, jakiego mieliśmy przyjemność skosztować.

Ale po kolei. Zaczęliśmy od rozmowy z obsługą, która poleciła nam ostatni zestaw z karty, robiony na specjalne zamówienie gości. Nie lubisz krewetek, albo nie możesz jeść w swoich rolkach serka? To idealna pozycja. Zbierane są te rzeczy, które lubisz (w naszym przypadku california maki, surowe i pieczone ryby) i za którymi nie przepadasz (na przykład, sashimi) i zostanie przygotowane coś wyjątkowego.

Ale zanim dotarliśmy do zestawu, poczęstowano nas dwiema wyśmienitymi przystawkami. Nie znajdziecie ich w karcie, ale warto podpytać o nie obsługę. Opiekana z dwóch stron polędwica z tuńczyka była tak krucha i rewelacyjna, że ciągle walczy w mojej głowie o najlepszą rybę, jaką jadłam. Aromat i tekstura tuńczyka tataki z sosem cytrusowym i jalapeno nie mogły się równać z niczym, co jedliście. Spróbujcie sami.

Druga przystawka to małże św. Jakuba w tempurze, podane na parzonej dymce i posypane nitkami chilli. Pycha! Niech o tym, jak ta przystawka nam smakowała, świadczy fakt, że mimo ani pan fotograf ani ja nie przepadamy za owocami morza… a jednak wszystkie małże zniknęły z talerza.

Od przemiłej i kompetentnej obsługi dowiedzieliśmy się, że stawiają na jakość, co czuć w każdym podanym daniu. Wiecie, że krewetki używane w daniach marynują na miejscu? Tu nie ma miejsca na kompromis i jest to odczuwalne. Ledwo mieliśmy miejsce na crème de la crème wieczoru, czyli nasz własny, unikalny zestaw sushi, do którego, znów z nieocenioną pomocą obsługi, dobraliśmy słodkie śliwkowe wino.

Czego tam nie było! Do ostatniego kawałka nie mogliśmy zdecydować, czy miano najlepszej rolki na eleganckiej desce zasługuje ta z krabem, usmażonym w całości, pysznym łososiem w tempurze, czy awokado i kawiorem; musieliśmy po prostu stwierdzić, że całość jest rewelacyjna. Poza imbirem i wasabi mieliśmy do dyspozycji także pikantną oliwę chilli, która świetnie podkręcała smak.

Całość zrobiła na nas wrażenie, jakie rzadko zdarza się recenzentom kulinarnym z dużym stażem (i ich wiernym fotografom). Fantastyczna obsługa, klimatyczne miejsce w historycznym budynku, prosty wystrój i nastrojowa muzyka (które nie starają się być japońskie na siłę, czego szczerze nie znoszę). Do tego pyszne jedzenie doskonałej jakości. Musicie się tu wybrać i przekonać o tym sami. My czujemy się przekonani i na pewno wrócimy do Sushi Bar Plac Unii nie raz i nie dwa. Świetne miejsce na randkę. Polecam!

Share on Facebook211Tweet about this on Twitter

1 COMMENT

Comments are closed.